niedziela, 24 stycznia 2016

Biegniemy zimą do Gdańska

Dzisiaj mamy sobotę, 23 stycznia roku Pańskiego 2016.

Dawno nie pisałem. Nie wynika to z wrodzonego lenistwa do biegania lecz raczej z braku nowych rzeczy do pokazania, a to z kolei jest implikacją braku czasu (zrozumiałe w okresie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku). Od dłuższego czasu przymierzam się do tras w lasach sopockich - ale nie wychodzi ...

Zimowa pogoda nas rozpieszcza. jest bezwietrznie, -6 stopni Celsiusza, świeci Słońce (niby zawsze świeci, lecz wyrażając się precyzyjnie - widać je na poziomie +0,5 mnp).

Trasa taka sama jak zwykle: sopockie błonia, wzdłuż ulicy Polnej do morza i w prawo, deptakiem w kierunku mola w Brzeźnie (a może jeszcze kawałek dalej).

Zdjęcia starałem się robić w tych samych miejscach co zawsze, aby pokazać jak Sopot i jego okolice zmieniają się w zależności od pory roku, dnia lub pogody.

Zaczynamy. Ścieżka łącząca ulice 3-go Maja i Polną w kierunku sopockich błoni.
















Oraz same Błonia.



Stwór w centrum - to moja koleżanka niedoli. Teoretycznie pies obronny i przewodnik (znaczy się podmiot obrony i przewodzenia). Zaleta - wersja podręczna, jak się zmęczy - można schować do kieszeni dresów - ale jeszcze się nie zdarzyło. W końcu ma cztery nogi a ja dwie, więc na jedną przypada dwa razy mniej kilometrów niż na moją.





Piękny śnieg, prawda? Szczególnie, gdy robi się pompki i widzi się go z bliska.


Dotarliśmy do alejki. W prawo prowadzi ścieżka do Gdańska,



na wprost zaś, mamy wejście na plażę. Z koleżanką niedoli na planie pierwszym.


Plaża prawie dziewicza. W tym jej fragmencie żywego ludzkiego ducha.


Hen daleko normalni ludzie sobie chodzą nieświadomi obecności biegającego wariata. Z psem ...


Ciekawostka - jak pisałem wcześniej, jest około -6 stopni Celsiusza, natomiast woda osiągnęła punkt równowagi termodynamicznej z lodem który szacuję na jakiś -1 do -0,5 stopnia (przy brzegu pływa lodowa kasza - czyli mniej więcej tyle samo lodu się topi ile go zamarza). Powoduje to dosyć silne parowanie wody która to para momentalnie zamarza i powietrze roi się od milionów mikrokryształków lodu. Krajobraz wydaje się być zamglony, więc widać trochę niewyraźnie molo, a w tle majaczą wzgórza Gdyni.


Kolejny przystanek pompkowy to Polok Oliwski (jak zwykle zresztą)


Nie - nie pomyliłem się. Nie jest to zdjęcie z gór (np. Szklarska). Nadal jesteśmy w Sopocie. Jak widać można go zwiedzać również na biegówkach. Trasy przedeptane, więc można pełzać na dłuższej boazerii.


Mam ogromną ochotę pobiegać w niedzielę na nartach, lecz prognozy zapowiadają ocieplenie - w konsekwencji mokry, lepiący się śnieg. Poza tym Szefowa ułożyła mi już z pewnością plan dnia...



Niżej - dowód na kiepski poziom edukacji powszechnej w naszym kraju. Przecież drobiowi specjalnie wstawiono na ich poziomie zakaz pływania - a one albo nie rozumieją, albo mają kłopoty z dyscypliną ... Polskie kaczki!!!



 Pewnie zastanawiają się czy dalej pływać...


Niżej - kilka fotek okolicy ujścia potoku do morza.



Podążamy dalej w kierunku Gdańska,


lecz nie wzdłuż plaży, lecz skręcamy z alejki w prawo, w kierunku Parku Regana.



Przy wejściu do parku stoi sobie dwóch zatopionych w rozmowie wielkich ludzi. O czymś debatują nie zważając na mroźną, zimową pogodę...


Za Nimi rozciąga się panorama parku.


Słońce jest nisko, na śniegu - cienie drzew,


a a zamarzniętych stawów wystają zmarznięte jak ja, trzciny.


Śnieg nadal piękny,


a niżej kilka fotek z trasy w głąb parku.




Poglądowa mapka parku. Zaznaczono, gdzie jesteśmy. Podążamy dalej oczywiście w prawo.


Słońce otoczone nieznacznym "halo" z kryształków śniegu,


a niżej znów kilka fotek z trasy.















Skręcamy w lewo, w kierunku morza. Przed nami powinno być molo w Brzeżnie,


i rzeczywiście jest. Wejście na molo.


Po prawej stronie - Gdańsk


po lewej - Sopot,

 a przed nami molo.


Rzut oka na plażę, w dwie strony.




Woda w morzu też wygląda ładnie.




Po wyjściu z mola zrobię jeszcze kilka kroków w kierunku Gdańska, żeby zobaczyć jak się mają moje magiczne drzewa, które staram się zawsze obfotkować, niezaleznie od pory dnia i roku.





Dzięki Bogu mam wyładowaną komórkę, więc biegam lekkim będąc duchwm, a jedyne dźwięki - to jak zwykle Ramstein, Oberschlesien i Transyberian Orchestra. Przede mną 5 kilometrów do Sopotu, ścieżką - jak niżej.


A w Sopocie termodynamika pełną parą,


lód walczy z wodą tworząc fantazyjne kształty stanów prawie pośrednich,


dynamicznych i przejściowych. Mapa głębokości wody jak na dłoni. Gdzie płycej - woda chłodniejsza i lód. Przy okazji mapa prądów wodnych.


A gdy się pochylić to zobaczyć  można świat kryształów wody.



Niestety, (to już piszę w niedzielę) - wczorajszy świat przeminął. Temperatura podniosła się w ciągu 24 godzin o prawie dziesięć stopni i zima w Sopocie poszła z wiatrem. Mokry śnieg, wilgotno, ciśnienie leci w dół.
Czas na wędrówkę w lasy ...




2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia i piękne komentarze! Trzeba mieć piękną duszę aby tak postrzegać świat...

    OdpowiedzUsuń